So I spoke the truth even if my voice was shaking!
Nowy Rok i nowe wspaniałe wieści! Wracam! Nareszcie mogę to wykrzyczeć całemu światu. Nie będzie mną nikt pomiatał i traktował w taki sposób i chociaż bałam się i stresowałam całe dwa miesiące to w końcu czuje lekkość na wątrobie. Powiedziałam hostce wczoraj rano o mojej decyzji, zaczęłam płakać i chociaż mówiła: 'Nie chciałabym żebyś żałowała decyzji bo tu masz i bezpieczny dom, dobre pieniądze, możliwość podróżowania"...a ja na to "I'm sorry I made my decision" Jestem z siebie taka dumna, jestem chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Dwa miesiące temu powiedziałam sobie, 4 stycznia to będzie dzień prawdy. Myślałam, że nie doczekam tej daty, albo nawet jak doczekam to nie sądziłam, że dam radę jej powiedziec cokolwiek. Dlaczego tak ciężko mówic o takich rzeczach? Przeciecz to chodzi o nas, o nasze życie!
Miałam exit interview tego samego dnia. Takie trochę awkward, bo siedziałam przy tym stole, kiedy hosta mówiła, o tym, że chyba nie wezmą kolejnej au pair, bo to zbyt emocjonalne dla dzieci, i że kolejny trening dla au pair żeby jej wszystko pokazać, prawo jazdy, college...Wiecie co sobie pomyślałam? Ty suko, faktycznie dla Ciebie jestem tylko pracownikiem, a nie żadną rodziną! Skoro ona myśli w ten sposób to jeszcze bardziej uświadczyło mnie, że moja decyzja jest dobra. Może jestem niezdecydowaną kobietą, ale akurat w tej kwestii jestem pewna na 100%, że robię dobrze. Oczywiście, całej prawdy jej nie powiedziałam. Nie mówiłam nic o jej matce, która zatruwała mi życie, nie powiedziałam, bo wiem, że zaczęłaby ją bronic i mówic, że mam się od niej uczyc bla bla bla.
Tak w ogóle to rok temu, bez jednego dnia, opublikowałam pierwszą notkę, dzięki wszystkim za czytanie bloga, komentarze i wsparcie!
P.S. Życie au pair jest ciężkie, zdarzają się wyjątki, ale to są wyjątki a my jesteśmy regułą. ;)