piątek, 26 października 2012

"Don't lose who you are"

Wiecie co, ja naprawdę za dużo myślę, od środy biegam codziennie z muzyką w uszach, obviously. :] I dzisiaj w pewnym momencie włączyła się piosenka Jessie J - Who you are. Przytoczę tekst, który uderzył mnie najbardziej i doprowadził do łez podczas biegania:

Don't lose who you are in the blur of the stars!
Seeing is deceiving, dreaming is believing,
It's okay not to be okay.
Sometimes it's hard to follow your heart.
Tears don't mean you're losing, everybody's bruising,
Just be true to who you are!

I tak się zmagam z moimi myślami, z jednej strony mam tego wszystkiego dośc, dzieci nie, może czasami, ale tego całego życia tej rodziny, jaka ta babcia jest popierdolona i w ogóle te zasady doprowadzają mnie do szału. Może powinnam wrócic do Polski w czasie rematchu a nie pchac się gdzie mnie nie chcą. Przeciez babcia wspomniała na początku, że gdyby nie hostka to bym musiała wracac. Może ten rematch to był znak, że jednak tu nie pasuje. Ciągnie mnie ta Anglia też, ale tylko i wyłącznie Londyn. Teraz już wiem czego chce,   i wiem, że chce spróbowac mieszkac w dużym mieście. Niestety musiałabym spróbowac jako au pair znowu, ale tylko na króki okres do 6 miesięcy max. Mówią, że taki wyjazd dużo uczy, i mają rację ci ONI, kimkolwiek są, nauczyło mnie to, że nie nadaja się na opiekunkę trójki dzieci. :) Nikt nie jest idealny oczywiście, i ciężko dobrze trafic. Po przyjeździe tu myślałam, że trafił mi się los na loterii, ale jednak rzeczywistośc jest do dupy i jak sobie pomyślę, że mam użerac się z babcią jeszcze do lipca to mnie szlag trafia, wiem, że sama siebie nakręcam, ale taka już jestem. Be true to who you are, right? 
Cieszę, że mam tego bloga i mogę się wyżalic w przestrzeń nieskończoną i wiem, że zawsze ktoś się odezwie.
Laters babes ;)



czwartek, 25 października 2012

  Postaram się ładnie opisac wszystko czego nie doświadczyłam, ale wszystko to co przetacza mi się przez głowę codziennie, a dzisiaj miałam jakąś kumulację. Przede wszystkim zaczynam się zastanawiac czy bycie au pair ma jakikolwiek sens...tzn. zaczynam doceniac to, że w Denver miałam wiele znajomych i niewiele do roboty i, że tak naprawdę to z celem mieszkania w Denver leciałam do USA, z celem zajmowania się jednym dzieckiem. Może aupairowanie nie jest dla wszystkich, na pewno nie jest dla wszystkich, ale pokusa zobaczenie Stanów jest jednak o wiele większa, więc wydaje mi się, że na siłę przekonywałam siebie przed wyjazdem, że lubię dzieci, że to nie będzie takie trudne. No cóż w Denver nie było. Tutaj jest zupełnie inaczej, nie zrozumcie mnie źle, rodzina jest super, (prócz babci) ale au pair ma tu przejebane, tzn. musi robic generalnie wszystko i jest tego tak wiele, że wątpie żebym mogła to wszystko wymienic w tym momencie więc będę sobie przypominac i zapisac tę notkę. Przede wszystkim zacznę od poranków: rano muszę wstac żeby na 7 byc gotowa by dzieciom przygotowac śniadanie - pokroic owoce bo nie zjedzą całych (święta babcia ich tego nauczyła) aha i w tym czasie kochana babcia robi coś na ciepło, bacznie mnie obserwując czy przypadkiem nie za mało pokroiłam owoców, jak jest za mało to nie waha się wziąc i dodac więcej. Potem muszę pamietac o szczoteczkach do zębów, by po zjedzeniu dzieci musiały tylko je użyc bez zbędnych kłopotów ( jak nakładanie pasty na szczoteczkę). Następnie lunchboxy - jogurt, pokrojone marchewki, snacki, widelec + łyżeczka babcia dodaje coś na ciepło jak makaron z ohydnym białym proszkiem- cokolwiek. W trakcie opróżniam zmywarkę z poprzedniego wieczora.  Po śniadaniu muszę ogarnąc ich pokoje i łóżka i zrobic pranie (3 razy w tygodniu) i ogarnac kuchnie, włożyc wszystko do zmywarki i ją włączyc, zamieśc i umyc podłoge i schodzi tak do 8.45, rozpisaną pracę mam do 9 więc zamylam zazwyczaj. 
  Tak wygląda poranek, nie wspomnę już o tym, że babcia jest taka, że dla niej cokolwiek nie zrobię to będzie źle, nie w takiej kolejności, jak to mówią I TAK ŹLE I TAK NIE DOBRZE. Przyjechała do Stanów z Rumuni, gdzie pewnie klepała biedę, tutaj córka jest lekarzem, stac ją na wszystko więc nie wiem może mam mylne odczucia, ale generalnie na początku pamiętam jak mówiła, tak ten samochód jest weri ikspensiw...eh. Jej akcent mnie dobija, nienawidzę takiego z dupy akcentu, więc z góry przepraszam wszystkich bo wiem, że niektórzy taki akcent mają, sorry ludziska. Generalnie babcia po sobie w ogóle nie sprząta, robi jakiś posiłek i po prostu brudne naczynia stawia przy zlewie bo wie, że au pair będzie musiała to tak czy siak zrobic. 

środa, 24 października 2012

Music TAG



Music TAG.

ZASADY:
1. Włącz swój odtwarzacz muzyki
2. Przy każdym kolejnym pytaniu klikaj 'next'
3. Musisz podać tytuł piosenki, nieważne jak głupio będzie to wyglądać.


1. Jeżeli ktoś mówi 'będzie OK' to Ty odpowiadasz:
These arms of mine
(Otis Redding)

2. Jak się opiszesz w jednym zdaniu?
Taugh Lover
(Christina Aguilera)

3. Co ci się podoba w dziewczynach/chłopakach?
The Truth
(Danny Elfman)

4. Jak się dziś czujesz?
Molossus
(Hans Zimmer & James Newton Howard)

5. Jakie jest twoje motto?
Static
(Everlife)

6. Co twoi przyjaciele o Tobie myślą?
Cough Syrup
(The Young Giant)

7. Co o Tobie sądzą Twoi rodzice?
It's hairspray
(James Marsden - Hairspray)

8. O czym bardzo często myślisz?
From A Mountain In The Middle Of The Cabins
(Panic! At the Disco)

9. Ile jest 2+2?
Champagne Supernova
(Oasis)

10. Co myślisz o swoim najlepszym przyjacielu/przyjaciółce?
Angel
(Elvis Presley)

11. Twoja życiowa historia?
Hush Hush
(Pussycat Dolls)

12. Kim chcesz być kiedy dorośniesz?
What goes around...comes around
(Justin Timberlake)

13. Co czujesz kiedy widzisz taką osobę jak Ty?
Sorry seems to be the hardest word
(Blue)

14. Do czego będziesz tańczyć na ślubie?
Quit playing games with my heart
(Backstreet Boys)

15. Co ci zagrają na pogrzebie?
Come what may
(Moulin Rouge)

16. Czym się interesujesz?
...Baby one more time
(Britney Spears)

17. Czego się najbardziej boisz?
In our lifetime
(Texas)

18. Twój największy sekret?
Money Honey
(Lady Gaga)

19. Czego chcesz w tym momencie?
Beat it
(Fall Out Boy)

20. Co będzie po tym jak to wstawisz?
You make me sick
(Pink)

21. Co pomyślisz, kiedy urodzi się Twoje pierwsze dziecko?
Relax my beloved
(Alex Clare)

22. Co najbardziej pragniesz dostać od Mikołaja w tym roku?
Summer nights
(Glee)

23. Co będzie w nagłówku jutrzejszej gazety?
Chariot
(Gavin Degraw)

24. Co Twój sąsiad mógłby sprzedać Ci na eBay'u?
This isn't everything you are
(Snow Patrol)

25. Co twój najlepszy przyjaciel powie na Twoim pogrzebie?
Perfect Lover
(Britney Spears)

26. Wygrałeś milion dolarów na loterii. Co za nie kupisz?
Dynamite
(Taio Cruz)

27. Jeśli mógłbyś podróżować w czasie, gdzie byś wylądował?
Next to me
(Emeli Sande)

28. Pierwsza myśl, gdy wdeptujesz w psią kupę...
Breathe on me
(Britney Spears)
lol

29. Gdzie spędzisz kolejne wakacje?
Babel
(Mumford & Sons)

30. Dlaczego woda jest mokra?
Underappreciated
(Christina Aguilera)

31. Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy jesteś po seksie?
Clothes Off
(Gym Class Heroes feat. Patrick Stump)

32. Jakie jest najdziwniejsze miejsce do picia piwa?
Coming home
(Diddy Dirty Money feat. Skylar Grey)

33. Co jest sekretem dominacji na świecie?
Hello alone
(Charlie Winston)

34. Jak nazwiesz swoje zwierzę?
Lovesong
(Adele)

35. Jak byś się czuł, umawiając się z kosmitą?
Ever fallen in love
(Pete Yorn)

36. Włosy Ci się palą. Co krzyczysz?
Cinderella
(Britney Spears)

37. Czy kiedykolwiek czułeś się nienormalny?
Freak Like Me
(Sugababes)

38. Zobaczyłeś swoją matkę w Playboyu. Jak reagujesz?
Lose my breath
(Destiny's Child)

39. Za czym teraz najbardziej tęsknisz?
Lover of the Light
(Mumford & Sons)

40. Dlaczego rybka przekroczyła ulicę?
Traded my cigarettes
(Plan B)

41. Co się dzieje w Twojej bieliźnie?
Like a star
(Corinne Bailey Rae)

42. Jeśli byłbyś Bogiem, jaki byłby zakres Twoich możliwości?
Bold as love
(John Mayer)

43. Co byś zrobił z bombą nuklearną?
Who knew
(Pink)

44. Zamówiłeś pizzę. Co w niej jest?
Heart on my sleeve
(Olly Murs)

45. Co byś zrobił z pijanym marynarzem?
Panic Switch
(Silversun Pickups)

46. Jaka jest Twoja filozofia życiowa?
Nigdy więcej nie tańcz ze mną
(Ania Dąbrowska)

47. Co byś zrobił z gumową kaczuszką?
So yesterday
(Hilary Duff)

48. Kto próbuje Cię zabić?
People help the people
(Birdy)

Za dużo mam Britney Spears w swoim odtwarzaczu hhaha ;)
Uśmiałam się, polecam zabawę!

poniedziałek, 22 października 2012

"The less you give a damn the happier you will be."

  Wiem, że czasami sama sobie zaprzeczam, wiem, że jestem hipokrytką itp.itd. Po wspaniałym dniu w Filadelfii, babcia dała niezły popis swoich możliwości. Generalnie z Philly wróciłam w niedziele rano i dowiedziałam się, że o 15.30 mam jechać z dziećmi na łyżwy, myślę luz, 3 godziny łyżew, kolacja i spać  Hostka szła do pracy od 15 więc to się rzadko zdarza bo zazwyczaj pracuje w nocy. Pojechaliśmy, było extra, moje nogi mnie bardzo bolały ze względu na całodzienne, sobotnie chodzenie po Filadelfii, ale na łyżwach bawiłam się świetnie mimo tego. Jakoś już dojeżdżaliśmy do domu kiedy mój telefon zaczął dzwonić  oczywiście nie odbieram jak jadę z dzieciakami bo jeszcze powiedzą komuś o tym i będę miała przechlapane. Dzwoniła babcia...myślę sobie AHA! za długo nas nie ma. C.huj. Dojechałam do domu i wiedziałam, że dzieciaki mają jeszcze śpiewać  czytać i robic hiszpański. Więc oczywiście zaczęły się problemy bo im się nie chciało bla bla bla, na szczęście ojciec siedział na kanapie i krzyknął na nich i zadziałało. Gdy śpiewałam z dziewczynką wpadła babcia i pyta się "CO TAK DŁUGO ZAJĄŁ CI POWRÓT DO DOMU?" dla mnie to było śmieszne, przecież zdjęcie łyżew i zmiana obuwia trochę trwa, w dodatku trzeba było stac w długiej kolejce po buty i potem jeszcze dojechać do domu. Byłam w domu o 18.03, afera jak nie wiem, dzieci robią problem, nie wiedziałam co z kolacją bo od początku jak jestem zawsze wiedziałam, że jeśli mam przygotować jedzenie, ktoś mówił mi o tym wcześniej. Oczywiście jak weszłam do kuchni babci nie było więc miałam mętlik w głowie co do chuja pana mam zrobić  Zazwyczaj nakrywam stół, więc po prostu wyciągnęłam talerze i położyłam na stole, przyszła babcia i pretensja kolejna, że oni mają być o 7.30 w łóżkach i że ja nie muszę z nimi siedzieć i śpiewać, bo trzeba przecież wiedzieć co podać im do jedzenia. WTF? ZAWSZE jedliśmy kolacja wspólnie  całą rodziną więc nie wpadłam na to, że akurat babcia będzie miała gorszy dzień i postanowi być dla mnie niemiła, czasami wydaje mi się, że wyżywa się na mnie, za to, że jestem młoda, ładna i nie jestem najlepszą au pair, wg niej. Ja daję z siebie 100% więc dla mnie jestem dobrą au pair, biorąc pod uwagę to, że nigdy wcześniej nie zajmowałam się trójką dzieci naraz.Wracając do rzeczy, babcia położyła jedzenie na talerze dzieci i swój i wyszła, ja nie miałam ochoty jeść kolacje, muszę się wziąć za siebie i nie jeść tak późno, bo na bank przytyłam. Babcia zostawiła mnie samą z dzieciakami, co nigdy się nie zdarzało, mogła by chociaż powiedzieć  że jest na mnie zła, cokolwiek, żebym wiedziała o co tej suce chodzi, a tu nic. Oczywiście mój koszmar się nie skończył, chociaż już miałam ochotę płakać, jedna dziewczynka zaczęła odstawiać przedstawienie i mnie przedrzeźniać, więc miałam dość  ustawiłam timer żeby zabrali się za jedzenie, ale oczywiście został on ukryty, haha bardzo śmieszne. W końcu zabrałam tej jednej talerz, bo jak nie je tzn. że nie jest głodna, tak? Jakoś później poszło, ale co przeżyłam to moje.
  Dzisiaj rano odbyłam zaległą rozmowę z hostką, dowiedziałam się, że byłam w domu o 18.15, generalnie hostka wiedziała o wszystkim. Powiedziała mi, że jej matka ma problemy z komunikacją i żebym po prostu zapytała czy w czymś jej pomóc i że ogólnie wykonuje dobrą robotę. Sama stwierdziła, że ona w moim wieku nie zdecydowała się na bycie opiekunką, bo nie miałaby tyle cierpliwości i nie umiałyby zajmować się cudzymi dziećmi.
  Dobrze, że moja sobota była niezapomnianym przeżyciem, chodziłyśmy z Patrycją po Philly cały dzień, obolałe i głodne, a na koniec dnia....nie tego nie zdradzę na razie. Powiem tylko że nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że wyjazd do Filadelfii tak się zakończy.








czwartek, 18 października 2012

"And we're still standing!!lol"





  100 dni minęło wczoraj, wierzyć się nie chcę a jednak! Jestem dumna z tego, że udało mi się dotrwać  chociaż początki były trudne i pamiętam te momenty kiedy zadawałam sobie pytanie CO JA TU DO CHOLERY ROBIĘ?! i wtedy pojawiało się uczucie gorąca...kto mógł wtedy w lipcu wiedzieć  że nie jest mi dane bycie w Colorado, kto by pomyślał, że 50 dni po przyjeździe do Denver, hostka zmieni zdanie co do posiadania au pair. Rematch był ciosem poniżej pasa, pożegnanie z Roisin było jednym z najcięższych momentów w moim życiu. Nowa rodzina, nowe obowiązki, "babcia" i stres, prze który 45 dni czekałam na okres. Życie au pair nie jest łatwe, zanim się znalazłam w Stanach, myślałam, że będę miała życie z bajki, niczym z amerykańskiego filmu, sad but true, poza tym, że wszystko jest tu dużo większe, mówi się po angielsku, życie w Stanach za bardzo nie różni się od tego w Polsce. No! chyba, że mieszkasz w Nowym Jorku. ;) Speaking of which, I love New York. Jest to jedyne miasto, które mogłoby mnie zatrzymać w Stanach, ale chciałabym tam po prostu pracować i żyć, nie jako au pair.
  Generalnie nie chcę nikogo zniechęcać do bycia au pair, bo to naprawdę świetna sprawa. Nigdy w życiu nie przyjechałabym tutaj bo nie miałabym na to kasy, zobaczyłam wiele i mam nadzieję zobaczyć o wiele więcej. Mój angielski był dobry, ale z każdym tygodniem jest coraz lepiej no i wreszcie, poznałam przyjaciółki na całe życie, i to jest najważniejsze dla mnie. Na jaką rodzinę się trafi to loteria niestety i nikt nie przewidzi tego co się może wydarzyć.
  Nie wiem czy kiedykolwiek wspominałam, ale jara mnie taniec. Ostatnio oglądam filmiki Fair Play Crew na youtube i oto co mnie nakręca ostatnio...



niedziela, 7 października 2012

"I like the way you work it (no diggity)"

   Czy tylko mi tak szybko czas leci w Stanach?! 90 dni jestem już tu, a minęło jak z bicza strzelił! Powinnam już mieć amerykańskie prawo jazdy bo wg zasad to można na polskim jeździć 90 dni od przyjazdu, ale żeby zrobić prawko tu, dla mnie to nie jest takie proste, potrzebuje 2 dowody na to, że mieszkam pod adresem, pod którym mieszkam, sam written test będzie pikusiem, pieprzona biurokracja.
  Znalazłam sobie siłownię w "okolicy" która oddalona jest około 15 minut autem, wszędzie tak trzeba jeździć  więc luz. Moja rodzina jest nadal spoko i wszystko, babcia dalej wrzodem na dupie. Ostatnio jak wracałam z dzieciakami z tenisa to wszyscy rozmawiali o szkole, że Aiden np. nie ma żadnych kolegów, ale to dlatego, że jest najmądrzejszy w klasie, a dziewczynka Lia ma tylko kolegów, żadnych koleżanek. A wszyscy w szkole są grubi i mają takie a takie brzuchy. Wiem, że to tylko dzieci, ale jeśli tak dalej pójdzie to w przyszłości nie będą mieli  żadnych znajomych, ja osobiście lubię ich wszystkich, ale bardzo ubolewam nad tym w jaki sposób myślą. I to, że tyle mają do roboty, codziennie tenis, tylko nie w środy, ale za to wtedy muszą robic extra homework czyli matmę. Jak Lia dowiedziała się, że jej mama ma kolejną zmianę w pracy, powiedziała mi coś takiego "Mr Bill chyba częściej nas widuje od naszych rodziców" (Mr Bill to instruktor tenisa) Zamarłam wtedy, bo taka jest prawda, a dziewczynka ma niecałe 8 lat i widzi co się dzieje, dzieciaki są tak zajęte, a rodzice na pewno ich kochają, ale dzieci tego nie widzą, szczególnie Lia, bo to ona najczęściej się do mnie przytula. 
  Wczoraj pojechałam do Baltimore po raz pierwszy od kiedy jestem w Maryland, najbardziej przerażało mnie, że moja nawigacja poprowadzi mnie przez tunel pod wodą, za który trzeba zapłacić  tak się zdenerwowałam, że aż jajniki mnie rozbolały :D ale na szczęście zjechałam z autostrady dużo wcześniej i wjechałam do miasta, byłam zaskoczona, zupełnie inaczej sobie wyobrażałam Baltimore, były to przedmieścia, bardzo zapuszczone przedmieścia. W Baltimore spotkałam się z Lindą, kolejną Niemką na mojej drodze, oprowadziła mnie po porcie Baltimore, jest naprawdę cudowny, poszłyśmy do Barnesa i Nobla, do WTC na 27 piętro, do centrum handlowego, w którym był sklep z ozdobami świątecznymi otwarty przez cały rok, ozdoby każdego dosłownie każdego rodzaju. Później poszłyśmy na kolacja do mojego ulubionego miejsca The Cheesecake Factory!, a później do kina na film "Pitch Perfect" BARDZO POLECAM!!! 


















Dodam jeszcze, że Baltimore to jedno z najniebezpieczniejszych miast w USA, na niektórych ulicach są zainstalowane kamery z niebieskim światłem i to oznacza, że lepiej nie chodzić tą ulicą w nocy. Ciekawe rozwiązanie, ja nawet w dzień miałam ciarki...


Aha no i James Arthur proszę państwa! Moja największa obecnie słabość ;)


Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...