Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denver. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Kill your heroes

Czas sobie płynie, dosyć szybko nawet. Będę z Wami szczera, wszystko mi się tu podoba, miasto, ludzie - amerykanie są przemili, ale doszłam do wniosku, że po 1) siedzenie w domu od 9 do 15  jest do kitu po 2) nie jestem w stanie polubić chłopca, którym się opiekuje po 3) nie umiem żyć bez celu w życiu. Moim dotychczasowym celem było ukończenie szkoły i wyjechanie do Stanów. I oto jestem w Stanach i cóż nie mam planu i nie wiem co mam dalej robić ze swoim życiem. W Polsce żyłam na pełnych obrotach po czym znalazłam się tutaj i robię N.I.C. W dodatku dowiedziałam się, że nie mogę pójść na kurs aktorski bo w Community Colleges kursy są drogie dla NON-RESIDENTS czyli jeśli nie jesteś obywatelem Stanów Zjednoczonych musisz zapłacić za 1 kredyt $450. A ile kredytów au pair potrzebuje? 6. No więc zapomnijcie o wymarzonych kierunkach, no chyba że macie mnóstwo kasy albo Wasza hostfamily wyłoży kasę, w co wątpię. Na szczęście w Denver jest takie jedno miejsce, w którym można mieć fajny kurs, ale nadal muszę dopłacić ok. $500. Nieważne, zrobię to bo mam co do tego plan. Tak! Mam kolejny cel w życiu, o którym niestety na razie nie będę tu pisać. Zmieniłam swoje myślenie całkowicie, zmieniłam nastawienie do chłopca i czuję się znacznie lepiej. 
Doszłam nawet do myśli, że może powinnam poważniej zastanowić się nad rodziną u której teraz mieszkam, ale z drugiej strony nie poznałabym Roisin ani Nicole, które poznałam w NY, więc tak musiało być, bo nie wiem co bym zrobiła bez Roisin, której hostfamily jest cudowna i zawsze jestem mile widziana w ich domu. Tak więc nie poddam się, zrobię to i wykorzystam jak tylko mogę. Mówię Wam, całkowicie zmienia się myślenie jak już tu jesteście, przynajmniej tak było w moim przypadku. 
Wczoraj po raz pierwszy wyszłam wieczorem do miasta, oczywiście z Roisin i Nicole. Najpierw kolacja w super restauracji gdzie obsługa była niesamowita, a później irlandzki pub, w którym poznałam kilku Irlandczyków. 
A tu piosenka, którą usłyszałam któregoś razu w radio jadąc sobie samochodem... 







poniedziałek, 16 lipca 2012

"Do it like a brother, do it like dude" NYC anthem :)



W szkole było super!!! Poznałam wspaniałe dziewczyny: irlandkę, trzy dunki, szwedkę oraz dwie austriaczki. Przez cały tydzień trzymałyśmy się razem i do tego bardzo się zżyłyśmy więc pożegnanie było trudne:( Na szczęście jedna dunka, irlandka i austriaczka są w okolicy :) Szkolenie nie było nudne, mowią tam o ważnych rzeczach i nasza nauczycielka była super, zakręcona jak baranie rogi, ale nigdy jej nie zapomnę.W  NYC było  super, trochę za mało czasu na zwiedzanie i oglądanie samemu, zwłaszcza wtedy kiedy musisz coś zjeśc, tak więc na bank odwiedzę jeszcze raz to miasto. Jeśli chodzi o podatki to są bardzo confusing, przy płaceniu za kolacji liczyłyśmy kasę jakieś 20 min. :/ A i tak brakowało $40, trzeba się do tego przyzwyczaić, a raczej pamiętać o tym. W piatęk zawieźli nas na lotnisko od 9 rano i spedziłyśmy tam cały dzień aż do 18 30. Na szczęście wykupiłam sobie Internet więc nie nudziłam się za bardzo. Lot nie był fajny, było sporo turbulencji i prawie w ogóle nie odpinałam pasów.W Denver byliśmy o 20 30 i na szczęście byłam z innymi au pairs bo jedna z nich była juz w Denver i wiedziała co robić, lotnisko jest olbrzymie. Przy baggage claim spotkałam się zhostką i z chłopcem, dałam mu LEGO więc ucieszył się i od razu zaczął ze mną rozmawiać, połowy nie rozumiałam :) Hostka upomniała go mówiąc mu żeby pamiętał, że nie jestem english spoken person. 
Hostka jest  taka jaka myślałam, sympatyczna i miła. Bardzo się stara żebym czuła się tu dobrze i martwi się żebym się nie nudziła w tym tygodniu bo nie będę miała auta. :) Właśnie jadłyśmy dinner i pomagałam jej sprzątac i przy okazji pokazała mi jak działają urządzenia kuchenne. W pewnym momencie powiedziała: "I'm so happy that you're here Kate" Ohhhh, zrobiło mi się naprawdę miło. Powiedziała, że jej dwie znajome, które m.in. dzisiaj byli na welcome party, bardzo mnie polubiły i powiedziały, że mój angielski jest really good i że wyglądam na osobę rozsądną. Nice. Wczoraj pokazała mi miasto tak ogólnie i na kolację poszłyśmy do restauracji niedaleko, na której był jej tata i jej macocha. Dzisiaj natomiast byłyśmy w Golden, miasteczko bliżej gór, bardzo ładne iii w końcu poczułam AMERYKĘ. YAY! Właśnie przez wizytę tam. Teraz siedzę sobie sama i muszę ogarnąc, na którym kanale jest ABC Family bo tam są moje kochane Pretty Little Liars, i do końca nie rozumiem tej kablówki. Haha. 



wtorek, 22 maja 2012

Au Pair Tag and all my matches


Zasady:
1.Opisujemy swoją wymarzoną rodzinę (ilość dzieci, zawody rodziców, miejsce zamieszkania itp itd :D)
2. Następnie tagujemy 3 inne blogi (czyli na swoim blogu dajemy 3 linki do blogów, a następnie piszemy komentarz danej osobie o tym, że została otagowana oraz linkiem do zasad)
3. Teraz niemiła wiadomość: Tag dotyczy tylko tych osób, które au pairkami nie były. Jeśli ktoś jest już zmatchowany, ale nie wyjechał, to może wziąć udział w zabawie.


Wymarzona rodzina składałaby się z rodziców lub single mom i jednego dziecka, rodzice to aktorzy mieszkający w Hollywood :) i podróżujący po świecie. Mieszkaliby w wielkim domu z basenem usytuowanym na wzgórzach Hollywood, sąsiadami byliby George Clooney i Robert Downey Jr :) Ja miałabym skromną, ale przytulną sypialnie z balkonem, z którego rozpościerałby się widok na Los Angeles. 

Taguję:


And now! Postanowiłam przypomnieć sobie wszystkie matche, które po kolei pojawiały się na moim profilu, a więc!:

Match nr 1
11 styczeń. Rodzina z Granby w Connecticut. Dwójka dzieci. Generalnie rodzina z małego miasteczka. Zniknęli z mojego profilu tego samego dnia.

Match nr 2
Początek lutego. Rodzina z Merrick w stanie Nowy Jork, wymarzone miejsce dla niektórych bo jakaś godzina do Manhattanu. Trójka dzieci, dwie dziewczynki (13 i 9) i chłopiec(4) Mailowałam z najstarszą córką, ale nawet nie doszło do rozmowy na skype, bo jakoś na początku marca ku mojemu zaskoczeniu wszedł mi kolejny match.

Match nr 3
3 marzec. Rodzina z Denver, Kolorado. Single mom i jeden chłopiec. Od razu dostałam maila od host mamy o tym, że wydaję jej się, że będę dla nich idealna. Dłuuugo mailowałyśmy i nawet byłyśmy umówione na rozmowę na skypie, ale okazało się, że jednak nic z tego nie wyjdzie bo host mom nie dostała pracy o którą się starała.

Match nr 4
19 marzec. Rodzina z Newtown, CT. Dwójka maluszków bo 3 i 4 lata. Rozmawiałam z nimi telefonicznie niezmiernie się stresując. Byli baaardzo mili i sympatyczni, ale po tygodniu zniknęli z mojego profilu nie informując mnie, wydaję mi się, że przynajmniej na to zasługiwałam. ;p

Match nr 5
27 marzec. Rodzina z Pennsylvani. Trójka dziewczyn. Piszę dziewczyn bo były już dosyc duże. 15, 13 i 12 lat. Bardzo szybko zniknęli z konta.

Match nr 6
30 marzec. Rodzina z Arcadii, w stanie Kalifornia. Wymarzone miejsce, ale UWAGA! Było tam siedmioro dzieci, z tego miałabym opiekować się czwórką. :)

Match nr 7
30 marzec. Rodzina z Denver, CO. 
"I just sent Paulina at Cultural Care a message because I found out yesterday that I will receive the job I wanted. So, I would still love to talk with you if possible and I let Paulina know that as well. If you are already matched or are no longer interested, I completed understand. But, if you are available and would still consider being our au pair, let's skype (finally)!"
Tego samego dnia rodzinką z CA zniknęła mi z profilu, a pojawiła się właśnie rodzinka z Denver. Nie wierzyłam we własne szczęście. Umówiłam się z nią na rozmowę na skype na następny dzień, wydaje mi się, że idealnie do siebie pasujemy. Zobaczymy co będzie na miejscu, ale mam dobre przeczucie co do niej. 

Wyjazd za 47 dni. Już jutro jadę po wizę. Wyjeżdżam o 23.05 i będę na miejscu o 6.05. Rozmowę mam o godzinie 9.00. Na razie się nie stresuję, ale pewnie w czwartek będę.:) Jednak wierzę, że wszystko pójdzie dobrze.
Jadę z moją BFF, która wymyśliła, że do Szczecina wrócimy samolotem. I tak oto spędzę cały dzień w Warszafce, a o 21.00 wsiądę w samolot i o 22.00 będę już w Szczecinie, haha. 

Tak z innej beczki. Czy na lotnisku już tam w Nowym Jorku, ktoś na nas czeka, ktoś nas odbiera, przewozi do szkoły treningowej? Jak to jest?

piątek, 6 kwietnia 2012

Denver, CO

It's official then! I still cannot believe it! Pauline from America have just called me and asked me to confirm if I want to become an au pair in the...family. I would love to, obviously!
Cała się trzęsę. Nie spodziewałam się tego telefonu. Myślałam, że to będzie drogą mailową a tu niespodzianka. Paulina jest Polką tak w ogóle i jest koordynatorem w CCare, i życzyła mi Wesołych Świąt. Powiedziała, że mój angielski jest super, że słychać jakbym była stamtąd. Yay! To chyba ucieszyło mnie najbardziej. Data wylotu to 9 lipca. O cały miesiąc wcześniej, niż początkowo myślałam. Bardzo się z tego cieszę, bo już mam dość mojej pracy. Nie chodzi o pracę, chodzi o ludzi. Praca jest ok. Czasami bardzo niewdzięczna, ale życie nie zawsze jest fair. Swoją drogą trudno mi uwierzyć, że moje marzenia właśnie zaczęły się spełniać. Moja rodzina myślała, że to mój mały kaprys.  Co ciekawe, chłopak mojej mamy w to wierzył. Dzięki Andrew! Denverowska rodzina jest perfect matchem.  No to jeszcze 94 dni. Unbelievable!

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...