Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań.
A mianowicie, od jakiegoś czasu sukcesywnie nagrywam vloga, którego staram się aktualizować co jakiś czas. Na początek moją skarbnicą okazał się ten blog. Stwierdziłam, że taka historia nie może nie zostać wypowiedziana i nagrana i do tego wrzucona w Internet. W dzisiejszych czasach YouTube czy TikTok jest tak popularny, że w sumie każdy może mówić o wszystkim i do tego, przy odrobinie szczęścia ktoś to obejrzy. Dlatego też zainspirowana koleżankami po fachu, zabrałam i ja za mówienie do kamery.
Nie było to łatwe, muszę przyznać, ale malutkimi krokami do celu. Poniżej wszystkie dotychczasowe filmy.
Koniec mojej męki związanej z obroną pracy. Jestem animatorem kultury oraz aktorem scen muzycznych, jakoś w ogóle tego nie ogarniam. Tyle stresu, ale już jestem po i teraz wreszcie mogę myśleć tylko o wyjeździe i o spotkaniach pożegnalnych z przyjaciółmi, o pakowaniu i o tych innych strasznych rzeczach, które mnie teraz czekają. Ale co może być gorsze od obrony pracy dyplomowej...?
Tydzień temu zadałam kilka pytań mojej kochanej hostce; pytałam o jedzenie przez nią i chłopca słodyczy, o jej ulubiony kolor, o ręczniki, suszarkę do włosów, o opłaty bagażowe i o soczewki. Oczywiście ręczników mam nie brac, bo czekają na mnie brand new, suszarkę posiada, lubią słodycze, jej ulubiony kolor to zielony i niebieski, istnieją opłaty do bagażu, ale to zależy od biletu oraz, żeby kopic soczewki trzeba mieć receptę. Moja ciocia, która mieszka w Australii bardzo martwi się o mnie i prosiła mnie o podanie jej numeru telefonu i adresu do mojej host family. Oczywiście zapytałam się najpierw C. o to czy mogę to zrobic, zgodziła się bez zastanowienia!
Nie wierzę w to, że jeszcze 11 dni i wylot, dajecie wiarę? Pamiętam jak zakładałam sobie bloga i dopiero co otworzyli mi konto, pamiętam to jakby to było wczoraj. Strasznie szybko czas zleciał i tak mało go zostało, tak naprawdę dopiero teraz mogę się zając tym wszystkim, do tej pory moje myśli pochłaniała szkoła, zaliczenia i obrona, teraz jestem od tego wolna, a właściwie mój umysł jest. Chcę śpiewać tak głośnooo i tańczyć, słuchać mojej ulubionej muzyki na cały regulator, ale jest późno więc zrobię sobię skromne wyrażanie emocji poprzez muzykę puszczoną przez słuchawki podłączone do telefonu. O.
Nie mam jeszcze międzynarodowego, ha! Dodam jeszcze, że jestem z siebie naprawdę dumna, w końcu osiągnęłam jakiś cel w życiu, skończyłam to co zaczęłam.
Oto kolejne piosenki kojarząca mi się z serialem "The Hills" i z moimi marzeniami...:)
Dzisiaj 0 21:00 skończyłam rozmawiać z rodziną. Nie wierzę w ogóle, że to się wydarzyło. Byłam tak zdenerwowana i przez całą rozmowę trzęsłam się niemiłosiernie. Było to tak niewiarygodne! Oczywiście poinformowałam ich o tym, że denerwuję się, ale jestem excited. Byli bardzo mili i sympatyczni. P. do mnie zadzwonił na komórkę a J. była też jakoś magicznie połączona. Na początku J. trochę przerywało i później w ogóle się rozłączyła, więc rozmawiałam tylko z nim. Na szczęście nie miałam problemu z rozumieniem ich bo mieli rozumiany akcent.:) Z początku P. mówił o nich, o dzieciach. Później zadał mi kilka pytań np. Tell me more about what you do albo tell me more about your experience albo how about driving in snow. Starałam się jak mogłam, ale miałam sporo rzeczy napisane wcześniej, bo na bank bym zapomniała z nerwów. Jednak gadanie z kimś po angielsku może zdenerowac i podnieść ciśnienie. Masakra. Później J. się z nami połączyła i też zadała mi jakieś pytania, ale ich nie pamiętam za bardzo. Najgorsze było pytanie od P. Tell me more about your personality how your friends describe you. Oczywiście dodał I know it's a hard question. Za dużo nie powiedziałam obviously! J. zadała mi pytanie czy mogłabym mieszkać w takiej okolicy, gdzie wszędzie trzeba poruszac się autem. Zapytała się czy moja mama chciałaby mnie odwiedzić. Na co ja odpowiedziałam, że raczej nie bo bilety są za drogie. Potem ja zadałam kilka pytań. O ich życie codzienne, czemu się mną zainteresowali i o dzieci, jakie są co lubią robic, czy mają ulubione zabawy i gry. Na koniec J. powiedziała, że na pewno pogadamy jeszcze raz i, że P. napisze mi maila i wtedy znowu się umówimy.
Już teraz emocje opadły, ale i tak jestem w totalnym szoku. Nie spodziewałam się tego budząc się rano. Hahaha. A jeszcze dwie notki temu, narzekałam na to wszystko, że nie odzywają się i, że już nie chce ich. Wydają się być fajną rodziną. Przynajmniej sprawiali takie wrażenie. Nie widzę nadal ich całego profilu, ale zapytałam się mniej więcej o to jak wygląda typowy tydzień i weekend. Nie będę na razie podejmowac jakichkolwiek, nawet wstępnych decyzji. Nigdy wcześniej nie rozmawiałam po angielsku tak długo i to z Amerykanami! Nie mogę uwierzyć w to hahaha.
Okazało się, że C. dowiedziała się dzisiaj rano, że jednak nie dostała posady na jaką liczyła. Więc przekreśla to jej plany związane z zatrudnieniem au pair. Szkoda, naprawdę szkoda. Bardzo ją polubiłam.
I nagle wszystko jakby się odsunęło. Niesamowite. Jakby w moim umyśle coś przesunęło się w tył głowy. Macie tak czasami, że jakieś wydarzenie sprawia, że coś o czym do tej pory myśleliście, odchodzi na dalszy plan?
"I can be changed by what happens to me but I refuse to be reduced by it"
Aaa! Dzisiaj jestem umówiona z C. na rozmowę! Mam stresa jak o tym myślę, ale mam nadzieję, że wszystko będzie OK. Odpisała mi na maila, że nie mogła ze mną rozmawiać bo miała mały kryzys związany ze swoim tatą i musiała zabrać go do lekarza. Na szczęście nic mu nie jest, uff. Widziałam go na zdjęciach, bardzo sympatyczny, starszy pan. Typowy amerykanin.;)
Jestem trochę przeziębiona i mówię przez nos, drażni mnie to niesamowicie, ale jest lepiej niż w niedziele, więc chyba dobrze, że koniec końców, rozmowa ma być dzisiaj.
Tak wygląda mój typowy poranek - Internet i kawa. Przez co często biegnę na autobus. To się nazywa fachowo: uzależnienie. Miałam nawet zajęcia na temat uzależnień. Jeśli pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić po przebudzeni jest włączenie komputera to znak, że coś jest nie tak i możesz być uzależniony;) (I nawet miałam czas żeby zrobić to zdjęcia. Niesamowite!)
piątek, 6 stycznia 2012
No to witam. Z tej strony K. Mieszkam w Polsce. Mam jednak nadzieję, że zmieni się to już niebawem, gdyż podjęłam decyzję wzięcia udziału w programie au pair w USA. Narazie oczekuję na tzw. "match" czyli dopasowanie do mojej osoby rodziny u której potencjalnie miałabym byc.
Poza tym w czerwcu kończę studium wokalne i muszę do 15 maja oddac swoją pracę dyplomową, której oczywiście jeszcze nie mam...taa.
Swój wyjazd planuję na sierpień 2012, nieważne jaki stan, ważne, żeby tam byc. Nie chodzi o to, że ślepo wierzę, że tam jest inna bajka. Wydaje mi się jednak, że ludzie są inni, bardziej otwarci i tolerancyjni. Polska jest krajem zaściankowym, zburaczałym i nietolerancyjnym. Po 3 latach pracy w sklepie odzieżowym, dochodzi do Ciebie to jacy są ludzie. Mieszkam na zachodzie Polski więc do naszego sklepu często przyjeżdżają Niemcy, i są sto razy milsi od niektórych Polaków.
Widziałam dzisiaj Sherlock'a 2. Baaaardzo mi się podobał. Uwielbiam Roberta Downeya. I kocham chemię pomiędzy nim a Judem. Polecam.:)