Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portugalia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portugalia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Marzec w Portugalii

Jako, że zaraz po powrocie w styczniu z urlopu w Polsce, nasz kochany managment zapowiedział, że w marcu podczas jednego adult-weekendu nasz departament będzie zamknięty, postanowiliśmy wybrać się na wakacje. Długo się nie zastanawiając, weszłam na stronę Thomasa Cooka i sprawdziłam wszystkie kraje w których jest ciepło w marcu w Europie, w przystępnej cenie, z lotem i opcją half-board. Na początku rozważałam Tunezję, ale okazało się, że znajoma, z którą chcemy lecieć, nie ma paszportu, sic! Szybko jednak znalazłam lepszą opcję, Portugalia, 7 dni, lot, half board, transport z i na lotnisko, 260 funtów. Kupione. 



9 marca wylecieliśmy liniami easyjet do Portugalii, lot był wczesny, a że mamy około 1,5h do lotniska w Bristolu, trzeba było bardzo wcześnie wstać. Lot był w miarę łagodny, a lądowanie w Faro gładkie. Powietrze w Portugalii trochę cieplejsze niż w Anglii. Zatrzymaliśmy się w hotelu Auramar*** w Albufeirze. Hotel położony na klifie, i za samą lokalizację hotel powinien mieć 5 gwiazdek.



Albufeira jest bardzo malowniczym miasteczkiem położonym na południu Portugalii, ok. 30km od Faro. Akurat w marcu nie jest za ciepło, ale spokojnie można poleżeć na plaży i załapać się na promienie słoneczne. Dla mnie, zarabiającej w funtach, Portugalia jest tania, więc nie będę wypowiadać się z perpektywa osoby zarabiającej w złotówkach. Niestety, kiedy sprawdzałam takie same wakacje przez polskie biuro podróży, to wyszło aż 2500zł. Nie wiem skąd taka różnica, nie będe w to wnikać. Natomiast uważam, że jeśli ktoś zna angielski, może na spokojnie kupić sobie wakacje przez angielskie biuro podróży i wtedy ewentualnie polecieć do wybranego angielskiego miast i stamtąd do Portugalii lub do innego kraju.











Na duży plus zasługuje plaża w Albufeirze, szeroka i długa plaża, idealnie połączona ze starym miastem, zmusza do spaceru przynajmniej raz dziennie. A przy okazji można napawać się widokiem oceanu i po prostu chłonąć naturę. 










W Albufeirze znajduje się biuro podróży, które zajmuje się wycieczkami lokalnymi, my także skorzystaliśmy z usług takiego biura. Przy okazji wyszło, że akurat mieszkając w naszym hotelu, przysługuje nam 30% zniżki na każdą wycieczkę. Dlatego też wybraliśmy się do Lagos, Sagres i do Lizbony.
Lagos

Lagos
Lizbona

Lizbona

Torre de Belem, Lizbona

Pomnik Odkrywców, Lizbona

Klasztor Hieronimitów, Lizbona
Lizbona
Lizbona

Łuk ulicy Augusta Lizbona

 Praca do Comercoio, Lizbona
Łuk ulicy Augusta, Lizbona


Na koniec dodaje filmik podsumowujący wyjazd do Portugalii.







piątek, 13 lutego 2015

Nowoczesne Walentynki


Dzisiaj piątek trzynastego, ponoć dzień pechowy, nie wiem, nie doświadczyłam. Wczoraj tłusty czwartek, mój D. musiał przypomnieć mi, że w ogóle jest tłusty czwartek, całkowicie o tym zapomniałam. Mimo ścisłego trzymania się diety, postanowiłam się trochę złamać, zrobiłam racuchy z jabłkami. Po raz pierwszy robione przeze mnie, wyszły naprawdę smaczne. Ale koniec z tymi dobrociami. Mamy ważny plan do wyrobienia, trzeba zrzucić trochę brzuszka, wprowadzamy inne nawyki żywieniowe, tzn. 5 posiłków dziennie z odstępem 2-3 godziny, więc tak naprawdę nigdy nie jesteśmy głodni, i oto chodzi!
Jutro 14 lutego, znany wszystkim dzień zakochanym, oczywiście przereklamowane święto, po to by naciągnąć ludzi na wydawanie, wydawanie i zapomniałabym, wydawanie! Pamiętam, jak byłam jeszcze w USA to ledwo co weszliśmy w Nowy Rok a już na półkach znalazły się kartki walentynkowe przeróżnej maśći. cudnie.





Ja tego święta nie obchodzę, cały rok to taki walentynek. Ja codziennie gotuję dla mojego mężczyzny więc jest najedzony i szczęśliwy, on natomiast zawsze myje garczki po każdym posiłku i dzięki temu ja jestem szczęśliwa, ot co walentynki 24/7. Poza tym w tym roku kupiliśmy sobie pobyt w Portugalii, fakt, że dopiero w marcu, ale tygodniowy wyjazd dobrze nam zrobi, no i trochę nowego zobaczymy no i będzie można powiedzieć, że walentynek "zaliczony".

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...