czwartek, 19 kwietnia 2012

Moja refleksja na pewien temat.

Mam wrażenie, że niektóre osoby, które wyjeżdżają do Stanów jako au pair, w pierwszej kolejności liczą na świetną lokalizację, zapominając chyba, że to NIE JEST najważniejsze. W ciągu ostatnich miesięcy trochę się już naczytałam i właśnie taki wniosek przyszedł mi na myśl. Fajnie byłoby mieszkac w Nowym  Jorku albo LA, ale nie z rodzinką z piekła rodem, która później np. oskarża cię o to czego nie zrobiłaś. Co poniektórzy wybierają zbyt pochopnie, żeby już mieć wszystko zaklepane, żeby cały proces matchingowy miec za sobą. I żeby mieć tą pewność, że na pewno wyjadą do upragnionych Stanów. Później oczywiście marudzą, że rodzina jest straszna, że nie dogadują się z host rodzicami, z dziećmi. Że nie mają kontaktu z nimi, boją się wyjść ze swego pokoju, wejść do kuchni by zrobić sobie jedzenie. Jaki sens mieszkac w pobliżu Wielkiego Jabłka kiedy nie ma się jak z tego cieszyć?

14 komentarzy:

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Śmiać mi się chce, jak widzę wpisy w stylu 'tylko CA albo FL' albo 'nigdzie poza NYC nie pojadę'. Marzenia marzeniami, do upragnionego miejsca można pojechać na tygodniowe wakacje. A przecież w programie au pair chodzi o coś więcej niż tylko mieszkanie w konkretnym miejscu przez rok. Rozumiem, że komuś może się nie podobać coś w lokalizacji (np. Słońce przez cały rok komuś, kto nie może się opalać), bo to jest ok. Ale co innego takie 'wybrzydzanie'...

    Tak ogólnie to najważniejsza jest HF - w końcu będziemy z nimi mieszkać przez rok!

    A co do zbyt pochopnego podejmowania decyzji - to sama staram się przed tym ustrzec. Jak na razie nie miałam szczęścia co do rodzinek (w ogóle miałam tylko 2 na roomie...) i mam nadzieję, że nie 'rzucę się' na pierwszą, która zaproponuje mi match, tylko dobrze to przemyślę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyny a ja się z Wami nie zgodzę.

    Po pierwsze: skąd wiecie, że ta idealna w mailach i rozmowach na skypie rodzina będzie idealna też w realu? Podam Wam przykład. Ja i moja znajoma wyjezdzałyśmy w tym samym czasie. Po matchu każda z nas miała około miesiąca do wyjazdu.
    Ona po matchu rozmawiała z rodzinką codziennie (skype, maile)- rodzina wydawała się cudowna.
    Ja wymieniłam może 3 maile i byłam tym przerażona.
    Bałam się, że trafiłam na okropna rodzinkę.
    Co się okazało? Ja trafiłam do cudownej rodziny z którą spędziłam prawie 2 lata...a ona po miesiącu miała re-match.

    Po drugie: lokalizacja.
    Oczywiście głupotą jest branie rodzinki tylko po to zeby znaleźć się w jakimś miejscu, nawet jak już wiadomo, że rodzinka kompletnie nam nie odpowiada.
    Ale jaki sens jechać do USA w miejsce które totalnie nam nie odpowiada?
    To jest przygoda życia. Ktoś całe życie marzy o NY, CA albo FL? To trzeba próbować się tam dostać.
    Jeśli się nie uda to trudno. Ale próbować warto.
    Wyobrażacie sobie spędzić rok nawet i u cudownej rodzinki, ale u rodzinki, która mieszka w bardzo małym miasteczku w którym się nic nie dzieje?
    Do tego nie mieć samochodu i ograniczone możlwości używania transportu publicznego? Ja sobie nie wyobrażam, a znałam takie osoby.
    I osoby te zdecydowanie nie uznały wyjazdu za udany.

    Oczywiście każdy ma swoje zdanie i każdy lubi coś innego. Może ktoś akurat marzy o takim miałym miasteczku...

    Trzeba znaleźć złoty środek i czekać na idealną rodzinę w idealnym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam się z Tobą ! Według mnie po prostu niektóre osoby zapominają o tym, że jadą się tam jednak opiekować dziećmi... najpierw powinniśmy brać pod uwagę rodzinę a dopiero potem wszystkie inne aspekty jak lokalizacja czy pogoda... :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. a w temacie nierefleksyjnym - dzięki za wsparcie emocjonalne :* i pomogły chyba te wszystkie modły, bo jest rodzinka nowa na roomie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to nieźle, jaką mi dobrą nowinkę przyniosłaś! :D Czyli jak nauczę się jeździć juz samochodem po stanach to umawiamy się na kawke i dłuuugie zakupy haha:D Ale sie ciesze, że będzie jakaś Polka w okolicy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. noo też się cieszę :)

      Usuń
    2. próbowałam coś znaleźć o Twojej perfect rodzince, ale nic chyba o tym nie wspominałaś:) To opowiedz trochę, ile Twoje dzieci będą miały lat, jak tam Twój plan dnia itd :) haha może zrobimy jakieś playdate :p

      Usuń
    3. Opiekować się będę 6 latkiem, który chodzi do szkoły na 9 do 15 więc podejrzewam, że ten czas będę miała wolny, w soboty trochę będę musiała z nim być, każda niedziela wolna. Dokładnie nie dogadywałam się jeszcze z host mamą, zrobię to bliżej wyjazdu albo dopiero jak będę na miejscu. No najważniejsze! To jest dosyć młoda single mom.:) Bardzo sympatyczna i otwarta. Własny samochód i chyba komórka. A no i będę mieszkać 15 min od centrum.:)
      Ty też będziesz miała jednego dzieciaczka, tak? Jakie kursy Cię interesują może pójdziemy razem albo co...:)

      Usuń
  6. Tak, ja mam jedną 3letnią dziewczynkę. To wiedzę, że też super Ci się udało, mi sie marzyło właśnie jedno dziecko. Ooo i na basen bedziemy mogły z dziecmi pojechac :D ja juz sobie planuje co bede robic hahah. A z tym centrum świetnie masz, zrobisz obeznanie terenu i później mozesz mnie oprowadzic:p O kursach jeszcze za bardzo nie myślałam, na pewno chcę się przygotować do zdania TOEFLA ;D A jak tam u Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok, zrobię obeznanie :) jeśli chodzi o mnie to ja wolałabym się nauczyć nowego języka np. hiszpańskiego i może jakieś kursy aktorskie

      Usuń
    2. na facebooku jest specjalna strona dla au pair z denver jakby co to masz: http://www.facebook.com/groups/163168733724334/

      Usuń
    3. dzięki! Juz dołączam do grupy a kursy aktorskie brzmią nieźle, plus też chciałabym się nauczyć hiszpańskiego, ale nie wiem czy nie będzie mi ciężko nauczyć się go po angielsku:D A Ciebie też zaraz znajde na fb, co by łatwiejszy kontakt mieć. See you there! ;D

      Usuń
  7. aplikując do programu często zastanawiałam się gdzie chciałabym pojechać. rozmowy z rodzinami bardzo szybko postawiły mnie do pionu. po niedługim czasie wiedziałam, że najważniejsze jest nie trafić do wariatów. reszta się jakoś ułoży.
    i tak zmaczowałam się z rodziną która na pierwszy rzut oka nie wywołała we mnie wielkiej ekscytacji.
    po ochłonięciu i kilkudziesięciu mailach więcej wiem, że i lokalizacja odpowiada mi w 100% i dziecko jest takie, jakie najbardziej bym chciała. jacy są rodzice wyjdzie w praniu, aczkolwiek jestem bardzo dobrej myśli ;]

    OdpowiedzUsuń

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...