wtorek, 22 stycznia 2013

"There are no regrets in life, just lessons"




  Stało się! Nie sądziłam, że tak będę szczęśliwa z powrotu do domu, cieszyłam się bardziej niż na wyjazd do Stanów...Jak to się  wszystko zmienia, całe myślenie, marzenie o Ameryce! Rok temu o tej porze dopiero szukałam rodziny i byłam strasznie podekscytowana, teraz najchętniej przeniosłabym się w czasie i puknęła się w "łeb". Chociaż cieszę się, że mogłam zwiedzić trochę świata, zobaczyć Nowy Jork i wyleczyć się z amerykańskiego snu, inaczej pewnie całe życie myślałabym co by było gdyby. Teraz wiem, że nawet gdyby mi płacili to nie chciałabym tam mieszkać, wyrażałam swoje zdanie na temat amerykanów kilka razy, więc nie ma sensu się powtarzać  Natomiast najśmieszniejsze jest to, że czytając forum czy blogi dziewczyn, które dopiero przygotowują się do wyjazdu, mam ochotę wyperswadować wszystkim pomysł z o wyjeździe, ale z drugiej strony wiem, że gdyby ktoś mi powiedział wcześniej "dziewczyno nie jedź" to bym go tylko wyśmiała. Rematch? Ja?! Nie no nigdy w życiu! Sprzątanie zamiast opieka nad dziećmi  jakiekolwiek problemy miałyby przytrafić się MI?! Nigdy! Pamiętam, że właśnie tak myślałam czytając Internet i problemy operek.
  Jestem już po spotkaniach z moją rodzinką i każdy był ciekawy czemu tak naprawdę wróciłam, gdy opowiadałam o tym koszmarze minionych czterech miesiącach, nie mogli w to wszystko uwierzyć, co więcej nie mogli pojąc w to w jaki sposób te dzieci są wychowywane, a raczej nie-wychowywane. Jedzenie rękoma, nie spuszczanie wody w toalecie czy brak tak prostej umiejętności jak sprzątanie to tylko kilka przykładów, które wstrząsnęły moją rodziną.
  Powoli przestawiam się ze wszystkim, jednak 6 miesięcy w Stanach dało się we znaki całemu organizmowi przytyłam (ok. 5kg), twarz pokryła się wypryskami - głównie przez jedzenie, więc na czym jesteśmy? Jedzenie amerykańskie powoduje nie tylko tycie, ale również sprawia że twoja gospodarka hormonalna wariuje w efekcie powodując masakrę na twarzy. Psychika też trochę ucierpiała, ale mam nadzieję co mnie nie zabiło to mnie wzmocni. Wróciłam i cieszę się, że jestem wśród ludzi na których mi zależy i którym zależy na mnie, o.




wtorek, 8 stycznia 2013

Tag z podsumowaniem 2012


Zgapiam tag z bloga http://agabolen.blogspot.com ;)



1. Dominujące uczucie na 2013 rok? 
...

 2. Co zrobiłaś po raz pierwszy w 2012 roku? 
Leciałam samolotem.

3. Co zrobiłaś ponownie w 2012 roku po długiej przerwie? 
Jeździłam na rolkach w Washington Park w Denver.

4. Czego nie zrobiłaś w 2012 roku ?
Nie wróciłam do Polski kiedy było trzeba.

5. Słowo roku?
Bizzare.


6. Przytyłaś czy schudłaś?
Schudłam sporo, w drugiej połowie roku przytyłam :(


7. Miasto roku
Nowy Jork!



8. Odwiedzone miejsca
Berlin, Denver, Nowy Jork, Golden, Waszyngton, Filadelfia, Annapolis, Baltimore
  
9. Ekscesy alkoholowe?
Było grzecznie


10. Włosy dłuższe czy krótsze?
Krótsze

11. Wydatki większe czy mniejsze
Oj spore!

12. Wizyty w szpitalu
Nie


13. Miłość?
Niestety nie.


14. Osoba, do której dzwoniłaś najczęściej?
Mama.


15. Z kim spędziłaś najpiękniejsze chwile?
Roisin, irlandka, operka w Denver


16. Z kim spędziłaś najwięcej czasu?
Nie wiem


17. Piosenka roku:





18. Książka roku:
Za dużo to ja nie czytałam, ale niech będzie, że "Fifty shades of Grey".


19. Serial roku:
Jako, że na obczyźnie zachciało mi się czegoś polskiego więc "Czas honoru"

20. Stwierdzenie roku
Dream Big
21. Trzy rzeczy, z których równie dobrze mogłabyś zrezygnować:
Magazyny amerykańskie, średnia kawa w starbucksie - można przecież pic małą...
22. Najpiękniejsze wydarzenie...
Kiedy byłam w Nowym Jorku i czułam się zrelaksowana jak nigdy i nawet przeszło mi przez myśl żeby przedłużyc wyjazd o 6 miesięcy, ale tylko tam.

sobota, 5 stycznia 2013

'I want to be like water, I want to slip through fingers but hold up a ship'





So I spoke the truth even if my voice was shaking!


  Nowy Rok i nowe wspaniałe wieści! Wracam! Nareszcie mogę to wykrzyczeć całemu światu. Nie będzie mną nikt pomiatał i traktował w taki sposób i chociaż bałam się i stresowałam całe dwa miesiące to w końcu czuje lekkość na wątrobie. Powiedziałam hostce wczoraj rano o mojej decyzji, zaczęłam płakać i chociaż mówiła: 'Nie chciałabym żebyś żałowała decyzji bo tu masz i bezpieczny dom, dobre pieniądze, możliwość podróżowania"...a ja na to "I'm sorry I made my decision" Jestem z siebie taka dumna, jestem chyba najszczęśliwszą osobą na świecie. Dwa miesiące temu powiedziałam sobie, 4 stycznia to będzie dzień prawdy. Myślałam, że nie doczekam tej daty, albo nawet jak doczekam to nie sądziłam, że dam radę jej powiedziec cokolwiek. Dlaczego tak ciężko mówic o takich rzeczach? Przeciecz to chodzi o nas, o nasze życie!
  Miałam exit interview tego samego dnia. Takie trochę awkward, bo siedziałam przy tym stole, kiedy hosta mówiła, o tym, że chyba nie wezmą kolejnej au pair, bo to zbyt emocjonalne dla dzieci, i że kolejny trening dla au pair żeby jej wszystko pokazać, prawo jazdy, college...Wiecie co sobie pomyślałam? Ty suko, faktycznie dla Ciebie jestem tylko pracownikiem, a nie żadną rodziną! Skoro ona myśli w ten sposób to jeszcze bardziej uświadczyło mnie, że moja decyzja jest dobra. Może jestem niezdecydowaną kobietą, ale akurat w tej kwestii jestem pewna na 100%, że robię dobrze. Oczywiście, całej prawdy jej nie powiedziałam. Nie mówiłam nic o jej matce, która zatruwała mi życie, nie powiedziałam, bo wiem, że zaczęłaby ją bronic i mówic, że mam się od niej uczyc bla bla bla.
  Tak w ogóle to rok temu, bez jednego dnia, opublikowałam pierwszą notkę, dzięki wszystkim za czytanie bloga, komentarze i wsparcie! 


P.S. Życie au pair jest ciężkie, zdarzają się wyjątki, ale to są wyjątki a my jesteśmy regułą. ;)

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...