czwartek, 19 kwietnia 2012

Moja refleksja na pewien temat.

Mam wrażenie, że niektóre osoby, które wyjeżdżają do Stanów jako au pair, w pierwszej kolejności liczą na świetną lokalizację, zapominając chyba, że to NIE JEST najważniejsze. W ciągu ostatnich miesięcy trochę się już naczytałam i właśnie taki wniosek przyszedł mi na myśl. Fajnie byłoby mieszkac w Nowym  Jorku albo LA, ale nie z rodzinką z piekła rodem, która później np. oskarża cię o to czego nie zrobiłaś. Co poniektórzy wybierają zbyt pochopnie, żeby już mieć wszystko zaklepane, żeby cały proces matchingowy miec za sobą. I żeby mieć tą pewność, że na pewno wyjadą do upragnionych Stanów. Później oczywiście marudzą, że rodzina jest straszna, że nie dogadują się z host rodzicami, z dziećmi. Że nie mają kontaktu z nimi, boją się wyjść ze swego pokoju, wejść do kuchni by zrobić sobie jedzenie. Jaki sens mieszkac w pobliżu Wielkiego Jabłka kiedy nie ma się jak z tego cieszyć?

niedziela, 15 kwietnia 2012

What Bitches Wear At The Airport

Nigdy nie leciałam samolotem. Nie boję się. Przeraża mnie tylko to, że po wylądowaniu nie znajdę swojej walizki.;p Jednak Jenna ma rację. Nie chciałabym stać 6 godzin zanim każda osoba w kolejce będzie zdejmować metalowe rzeczy, które ma przy sobie. Film mnie zainspirował. Będę pamiętać o nim w momencie pakowania się i przede wszystkim ubierania się do samolotu.


Host mama napisała mi maila, że zastanawia się jak udekorować mój pokój, jakie zasłony kupić. I jeśli mam jakieś special requests to śmiało mam mówić, ona poszuka. :) Napisałam jej tylko, że nie lubię zielonego i pomarańczowego...no i lubię Marilyn więc, jakby znalazła coś takiego to będę zadowolona. Zapytałam też o chłopca, co sądzi o tym, że będzie w jego domu au pair. Oto co mi napisała:

"He is excited he will have a new friend in his house! He will give you all sorts of useful information and make sure you know where to find everything important, like the ice cream and the Legos."

Swoją drogą, zamiast pisać swoją pracę dyplomową, piszę tutaj. Czas ucieka. Mam ją oddać 15 maja. Tik, tok, tik, tok...ale mam już jeden rozdział, i trochę drugiego, prawie 3 strony :D muszę jakoś siebie pocieszać.

piątek, 6 kwietnia 2012

Denver, CO

It's official then! I still cannot believe it! Pauline from America have just called me and asked me to confirm if I want to become an au pair in the...family. I would love to, obviously!
Cała się trzęsę. Nie spodziewałam się tego telefonu. Myślałam, że to będzie drogą mailową a tu niespodzianka. Paulina jest Polką tak w ogóle i jest koordynatorem w CCare, i życzyła mi Wesołych Świąt. Powiedziała, że mój angielski jest super, że słychać jakbym była stamtąd. Yay! To chyba ucieszyło mnie najbardziej. Data wylotu to 9 lipca. O cały miesiąc wcześniej, niż początkowo myślałam. Bardzo się z tego cieszę, bo już mam dość mojej pracy. Nie chodzi o pracę, chodzi o ludzi. Praca jest ok. Czasami bardzo niewdzięczna, ale życie nie zawsze jest fair. Swoją drogą trudno mi uwierzyć, że moje marzenia właśnie zaczęły się spełniać. Moja rodzina myślała, że to mój mały kaprys.  Co ciekawe, chłopak mojej mamy w to wierzył. Dzięki Andrew! Denverowska rodzina jest perfect matchem.  No to jeszcze 94 dni. Unbelievable!

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...