Postanowiłam jeszcze raz przejść przez mój pobyt w Stanach. Na pewno początki wspominam z uśmiechem na twarzy. Zacznę od szkolenia na Long Island. BYŁ UPAŁ. Dobrze, że byłam zmęczona po podróży, bo inaczej nie zasnęłabym. Pokój dzieliłam z Nicole i Raquel, obydwie wciąż są w USA.
Zajęcia były ok, z perspektywy czasu, jednak patrzy się na to inaczej. Zajęcia polegają na przekazaniu wiadomości na temat dzieci, komunikacji, nie trzęsienia dzieci lol, itd itp. Przekazanie tych informacji jest przekazywane w tak szybkim tempie, że wydaje się, że prowadzące mają to nam włożyć do głów, żeby później nikt nie osądził agencji o to, że ich operki nie są przygotowane. ;)Poznałam wspaniałe dziewczyny będąc w szkole, i to jest chyba jedna z największych zalet pobytu na szkoleniu. No i wycieczka do Nowego Jorku, pierwsze zobaczenie Manhattanu jest chyba dla wszystkich wielkim przeżyciem.
Za pewne masz wiele wspaniałych wspomnień ;)
OdpowiedzUsuńA co do poprzedniego posta. W każdym kraju nie tylko w USA się przytyje. Ja przytyłam 8 kg w Niemczech i też dostałam dziwnych rzeczy na twarzy i było to winą czekolady (a wiem, że tej w Niemczech jest do wyboru do koloru ;D). Ale ograniczyłam i jest spoko ;D
Usuń