Zostało dosłownie 4 dni i 19h. Jestem w trakcie pakowania swoich wszystkich rzeczy z pokoju; moja mama wynajmie mój pokój na czas mojego wyjazdu, więc czuję się tak jakbym wyprowadzała się z domu. Po drodze znajduję tylee starych, różnych rzeczy, z którymi mam masę wspomnień.
Dostałam maila od mojej LCC, nazywa się Kristina Gessler, powitała mnie powiedziała, że po 48h moim przyjeździe, skontaktuje się ze mną i sprawdzi co tam u mnie. Podała daty spotkań z innymi operkami i pierwsze mam 29 lipca. Excited! Moja mama zadała mi dzisiaj pytanie: "Czy Ty w ogóle się cieszysz na ten wyjazd?" "A co nie widać po mnie?" "No nie..." Przeraża mnie to całe pakowanie pokoju, martwię się trochę o kasę, że może to co wezmę nie starczy mi, pożegnania z ludźmi, pierwszy lot samolotem i w ogóle wszystko będzie NOWE. Cieszę się, ale na razie mam przewagę właśnie takich myśli, dlatego też na mojej twarzy nie widnieje szeroki uśmiech. Jeszcze na dodatek wczoraj rozliczałam się z moją byłą szefową, która mnie wychujała! Przepraszam za moją łacinę, ale jestem na nią wściekła! Przed urlopem powiedziała mi, że mam 9 dni urlopu, więc poszłam na 9, wczoraj mi mówi, że coś źle obliczyła i jest tych dni tylko 7,5. ROZUMIECIE TO?! Byłam w tak ciężkim szoku, że nie wiedziałam co mam powiedzieć. Musiałam jej oddać więcej kasy niż sobie zaplanowałam, a teraz każdy grosz się liczy. Po trzech latach pracy i byciu lojalnym pracownikiem zostałam potraktowana okropnie. Poza tym to dostałam też maila od operki z Denver, która jest tam od lutego i okazało się, że nawet nie daleko mieszka, więc będę miała kogoś w pobliżu. Z NYC do Denver lecę z kilkoma dziewczynami, więc fajnie, że nie będę sama, z jedną nawet mam bardzo dobry kontakt na fb. W niedziele wieczorem przyjeżdża do mnie Ola, i razem o 2 w nocy wyjedziemy do Berlina. Nie wiem czy napiszę coś jeszcze przed wyjazdem, nie bardzo będę miała czas, masakra jak szybko leci a tyle do zrobienia, do kupienia! Olaboga!