Przepraszam za ten ostatni post, ale ta cała sytuacja trochę mnie przerosła. Nie mogę dojść do siebie. Opowiem Wam jak to wszystko wyglądało.
Siedziałam sobie w swoim pokoju, chłopca właśnie zabrał dziadek i miałam zabrać się do pisania nowego posta w stylu "wszystko jest super". Przyjechała hostka, zaczęłyśmy rozmawiać, mój pokój jest na parterze i jak ma otwarte drzwi to widzę jak ktoś przechodzi. Nagle mówi, że musi mi coś powiedzieć, ale to nie będzie dla niej łatwe. "Aha!" Myślałam, że może chodzi o mnie i zajmowanie się chłopcem, ale jak zaczęła mówic o swojej pracy, że nie daje rady tyle godzin pracować, że nie ma czasu dla dziecka, wiedziałam co się święci. Byłam w szoku, powiedziałam jej tylko, że zauważyłam, że nie ma czasu dla chłopca, ale zamiast rozryczeć się przy niej to zrobiłam to później. Baba zraniła mnie i pozostawiła samej sobie bo za chwilę wyszła z domu i pojechała po dziecko. Nie mogłam uwierzyć, do tej pory nie mogę, zaczęłam dzwonić do Roisin, ale nie odbierała, zadzwoniłam do Marty-Tenzi i powiedziała, że przyjedzie do mnie. Zaczęłam puszczać strzałki do mojej mamy, w Polsce była 4 rano, chyba z 10 razy próbowałam, w końcu puściłam strzałkę do jej faceta i znowu do niej i wtedy on odebrał, poprosiłam żeby weszli na skype. Moja mama była wkurwiona na maxa, do tej pory jest, nie dziwię się jej. Na drugi dzień rozmawiałam z LCC, która powiedziała, że nie mam się co martwic, że na pewno znajdę rodzinę, później dzwoniła do mnie program director i zadawała różne pytania.
Od wczoraj jestem oficjalnie w rematchu i mam już rodzinę na profilu. Jest z New Canaan, CT, dwójka dzieci 10 i 7 lat, dom super, prawie cały czas wolne, ale jednak to nie jest to co mnie satysfakcjonuje. Wiem już teraz czego chcę i to nie jest to, dowiedziałam się wiele rzeczy o sobie będąc tutaj. Nie mogę brać rodziny bo akurat jest dostępna i jest jakakolwiek. Jestem wściekła! WŚCIEKŁA na moją hostkę, za to, że przyjechałam tu dla niej z drugiego końca świata, a ona postawiła mnie w takiej sytuacji, w sytuacji, że muszę szukać nowej rodziny, przechodzić przez ten proces po raz kolejny. Jestem sfrustrowana tym, bo wiem, że nie mam dużo czasu.