Postaram się ładnie opisac wszystko czego nie doświadczyłam, ale wszystko to co przetacza mi się przez głowę codziennie, a dzisiaj miałam jakąś kumulację. Przede wszystkim zaczynam się zastanawiac czy bycie au pair ma jakikolwiek sens...tzn. zaczynam doceniac to, że w Denver miałam wiele znajomych i niewiele do roboty i, że tak naprawdę to z celem mieszkania w Denver leciałam do USA, z celem zajmowania się jednym dzieckiem. Może aupairowanie nie jest dla wszystkich, na pewno nie jest dla wszystkich, ale pokusa zobaczenie Stanów jest jednak o wiele większa, więc wydaje mi się, że na siłę przekonywałam siebie przed wyjazdem, że lubię dzieci, że to nie będzie takie trudne. No cóż w Denver nie było. Tutaj jest zupełnie inaczej, nie zrozumcie mnie źle, rodzina jest super, (prócz babci) ale au pair ma tu przejebane, tzn. musi robic generalnie wszystko i jest tego tak wiele, że wątpie żebym mogła to wszystko wymienic w tym momencie więc będę sobie przypominac i zapisac tę notkę. Przede wszystkim zacznę od poranków: rano muszę wstac żeby na 7 byc gotowa by dzieciom przygotowac śniadanie - pokroic owoce bo nie zjedzą całych (święta babcia ich tego nauczyła) aha i w tym czasie kochana babcia robi coś na ciepło, bacznie mnie obserwując czy przypadkiem nie za mało pokroiłam owoców, jak jest za mało to nie waha się wziąc i dodac więcej. Potem muszę pamietac o szczoteczkach do zębów, by po zjedzeniu dzieci musiały tylko je użyc bez zbędnych kłopotów ( jak nakładanie pasty na szczoteczkę). Następnie lunchboxy - jogurt, pokrojone marchewki, snacki, widelec + łyżeczka babcia dodaje coś na ciepło jak makaron z ohydnym białym proszkiem- cokolwiek. W trakcie opróżniam zmywarkę z poprzedniego wieczora. Po śniadaniu muszę ogarnąc ich pokoje i łóżka i zrobic pranie (3 razy w tygodniu) i ogarnac kuchnie, włożyc wszystko do zmywarki i ją włączyc, zamieśc i umyc podłoge i schodzi tak do 8.45, rozpisaną pracę mam do 9 więc zamylam zazwyczaj.
Tak wygląda poranek, nie wspomnę już o tym, że babcia jest taka, że dla niej cokolwiek nie zrobię to będzie źle, nie w takiej kolejności, jak to mówią I TAK ŹLE I TAK NIE DOBRZE. Przyjechała do Stanów z Rumuni, gdzie pewnie klepała biedę, tutaj córka jest lekarzem, stac ją na wszystko więc nie wiem może mam mylne odczucia, ale generalnie na początku pamiętam jak mówiła, tak ten samochód jest weri ikspensiw...eh. Jej akcent mnie dobija, nienawidzę takiego z dupy akcentu, więc z góry przepraszam wszystkich bo wiem, że niektórzy taki akcent mają, sorry ludziska. Generalnie babcia po sobie w ogóle nie sprząta, robi jakiś posiłek i po prostu brudne naczynia stawia przy zlewie bo wie, że au pair będzie musiała to tak czy siak zrobic.
czwartek, 25 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Czyżby YouTube?
Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...
-
Przepraszam za ten ostatni post, ale ta cała sytuacja trochę mnie przerosła. Nie mogę dojść do siebie. Opowiem Wam jak to wszystko wyglądał...
-
Mam wrażenie, że niektóre osoby, które wyjeżdżają do Stanów jako au pair, w pierwszej kolejności liczą na świetną lokalizację, zapominając ...
-
Zostało dosłownie 4 dni i 19h. Jestem w trakcie pakowania swoich wszystkich rzeczy z pokoju; moja mama wynajmie mój pokój na czas mojego wy...
no ale ta babcia wróci do siebie? czy tam mieszka? wiem, że z babciami jest przej... ostatnio moja kumpela dostała babcię na tydzień, tak do pomocy (że niby) i przez nią moja kumpela dostała mandat/ sorry nie mandat bo wezwanie do sądu za brak stanowego prawa jazdy i ubezpieczenia (po tygodniu pobytu w USA)
OdpowiedzUsuńNie no super po prostu!
UsuńJa też w pierwszej rodzinie byłam z babcią - katastrofa jakaś. No tak, ale babcia chyba jakoś wróci? Pewnie mówiłaś już host mamie a ona nic na to nie może poradzić. Szkoda mi Ciebie bo wiem co czujesz.
OdpowiedzUsuńBabcia tu mieszka, mam przejebane do lipca, no chyba, że wcześniej wykituje albo zwyczajnie wrócę do Polski
OdpowiedzUsuńTrzymaj się tam i pokaż babce kto tu rządzi!
UsuńAle przeciez nie musisz po babci sprzątać :/ Ja bym nie tknęła naczyń które mi podsunęła, no chyba że ładnie by poprosiła.
OdpowiedzUsuńPS. Zmienił się adres mojego bloga
Wiesz to należy do moich obowiązków więc nie mogę tego zostawic. Ona gotuje i rozwala, ja zmywam.I o.
Usuńto jakoś dziwnie, wydawało mi się że we wszystkich agencjach jest tak, że obowiązek sprzątania jest tylko w stosunku do rzeczy swoich i dzieci.
UsuńŁatwo jest mówić że czegoś by się nie zrobiło a coś by się zrobiło.. nie chcę być niemiła ale uwierzcie mi, że rzeczywistość wygląda całkiem inaczej.
OdpowiedzUsuńKat, ja tutaj za dużo nie robię a też mam wrażenie, że wykituję. Dawaj na jakiś weekend do Bostonu, miejscówkę masz u mnie zaklepaną ;)
Oooo super! To muszę sobie zaplanowac teraz! Dzięks! Odezwę się na pewno!
UsuńDla mnie to będzie przyjemność ;)
Usuń