czwartek, 18 października 2012

"And we're still standing!!lol"





  100 dni minęło wczoraj, wierzyć się nie chcę a jednak! Jestem dumna z tego, że udało mi się dotrwać  chociaż początki były trudne i pamiętam te momenty kiedy zadawałam sobie pytanie CO JA TU DO CHOLERY ROBIĘ?! i wtedy pojawiało się uczucie gorąca...kto mógł wtedy w lipcu wiedzieć  że nie jest mi dane bycie w Colorado, kto by pomyślał, że 50 dni po przyjeździe do Denver, hostka zmieni zdanie co do posiadania au pair. Rematch był ciosem poniżej pasa, pożegnanie z Roisin było jednym z najcięższych momentów w moim życiu. Nowa rodzina, nowe obowiązki, "babcia" i stres, prze który 45 dni czekałam na okres. Życie au pair nie jest łatwe, zanim się znalazłam w Stanach, myślałam, że będę miała życie z bajki, niczym z amerykańskiego filmu, sad but true, poza tym, że wszystko jest tu dużo większe, mówi się po angielsku, życie w Stanach za bardzo nie różni się od tego w Polsce. No! chyba, że mieszkasz w Nowym Jorku. ;) Speaking of which, I love New York. Jest to jedyne miasto, które mogłoby mnie zatrzymać w Stanach, ale chciałabym tam po prostu pracować i żyć, nie jako au pair.
  Generalnie nie chcę nikogo zniechęcać do bycia au pair, bo to naprawdę świetna sprawa. Nigdy w życiu nie przyjechałabym tutaj bo nie miałabym na to kasy, zobaczyłam wiele i mam nadzieję zobaczyć o wiele więcej. Mój angielski był dobry, ale z każdym tygodniem jest coraz lepiej no i wreszcie, poznałam przyjaciółki na całe życie, i to jest najważniejsze dla mnie. Na jaką rodzinę się trafi to loteria niestety i nikt nie przewidzi tego co się może wydarzyć.
  Nie wiem czy kiedykolwiek wspominałam, ale jara mnie taniec. Ostatnio oglądam filmiki Fair Play Crew na youtube i oto co mnie nakręca ostatnio...



6 komentarzy:

  1. Nie okłamujmy się, Au Pair to też praca i to ciężka bo dzieci wiadomo jakie są wszyscy wiem. Czasem się do nas przytulają a czasem uciekają na drugi koniec dzielnicy od nas. Ale fakt faktem kase mamy tylko dla siebie i nasze wydatki. Czyli pierdu pierdu i podróże. Za granicą język przyswaja się łatwiej. Cieszę się iż teraz Ci sie układa.
    Sama uciekałam od pierwszej rodzinki więc wiem jak to jest..

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam ten problem, że na au pair wyjadę (chyba) tylko do rodzinki w NYC. USA wcale mnie nie kręci, owszem, fajnie pozwiedzać, ale jednak wolałabym rozpocząć studia i zostać z rodziną. Ale wyjadę dla NYC. Wszystko będzie do wytrzymania, jeżeli to będzie właśnie tam... dlatego też nie mam pewności czy w ogóle wyjadę i znajdę taką rodzinkę. Wiem, że wielu osobom się udało, kilka nawet znam, ale nie każdy ma takie szczęście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jak najbardziej za! Teraz już wiem, że bym szukała do skutku rodziny z NYC, nie oszukujmy się wszyscy chcą tam trafic bo tam po prostu jest co robic;)

      Usuń
  3. Mam tak samo, tylko jeżeli dane byłoby mi mieszkać i normalnie pracować w NYC to zostałabym w Stanach. Inaczej nie widzę sensu i nie jara mnie to. Chociaż bardzo polubiłam Boston. Ale polubić a pokochać od pierwszego depnięcia to co innego! Ale ja wyjazdu jako au pair nie polecę. To ciężka i niewdzięczna praca. Co z tą 'babcią'? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj babcia mieszka z moją host rodziną i angażuje się we życie rodzinne, i dla niej nigdy nie jest nic dobrze zrobione (good enaugh) a jak jesteś chora to i tak masz dawac z siebie wszystko.

      Usuń

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...