Jest 30 grudnia i siedze sobie w starbucksie, przedwczoraj wrócilam z Kanady i mam jeszcze wolne do poniedziałku Najśmieszniejsze jest to, ze będąc w Kanadzie tak się zrelaksowałam, ze nawet mnie brzuch nie bolał, ale kiedy przekroczyłam granice z USA to momentalnie poczułam ukłucie w żołądku i ta myśl - wracamy. Co tu dużo mówić wraz z Patrycja pojechałyśmy tam żeby nie spędzać świat z rodzinami. Ja bym ich nawet zbytnio nie miała bo musiałabym pracować. Tydzień temu dostałam od nich prezent świąteczny, a za tydzien poinformuje ich o mojej decyzji.
Zycie operki polega na życiu od weekendu do weekendu, polega na jechaniu 25 minut tylko żeby spotkać się z koleżanką, polega na kawie ze starbucksa bo milo i internet jest wiec nie trzeba siedzieć w domu, polega na byciu cierpliwym gdy dzieciaki, rodzina itd. dają jej popalić, polega na wspieraniu innych operek, które sa w podobnej sytuacji jak ona, bo nikt tak nie zrozumie operki jak inna operka, polega na skypowaniu z rodzina lub przyjaciółmi polega na albo oszczędzaniu kasy i w takim wypadku na nie posiadaniu życia towarzyskiego albo na nie oszczędzaniu i w związku z tym na nie podróżowaniu... można by tak wymieniać bez końca.
Prawie pół roku w Stanach...minęło dosyć szybko i niedługo się skończy. Skończę swój "amerykański sen" z hukiem coś mi się tak wydaję, ale mam to gdzieś szczerze mówiąc, muszę się stąd wydostać Co ciekawe nigdy w życiu nie spodziewałabym się przed wyjazdem, że tak wszystko się potoczy. Wyśmiałabym osobę, która powiedziałaby mi, że pójdę w rematch. A jednak stało się, trafiłam do rodziny, w której dzieci mają życie jak roboty, a praca au pair polega na sprzątaniu, praniu itd. Powtórzę to jeszcze raz, do Stanów jechałam z innym zamiarem, z innym nastawieniem - jedno dziecko, samotna matka, Denver. Tak miało być a nie rodzinka z trójką dzieci, z babcią z piekła rodem, na zadupiu...
A oto zdjęcie z wycieczki!
Prawie pół roku w Stanach...minęło dosyć szybko i niedługo się skończy. Skończę swój "amerykański sen" z hukiem coś mi się tak wydaję, ale mam to gdzieś szczerze mówiąc, muszę się stąd wydostać Co ciekawe nigdy w życiu nie spodziewałabym się przed wyjazdem, że tak wszystko się potoczy. Wyśmiałabym osobę, która powiedziałaby mi, że pójdę w rematch. A jednak stało się, trafiłam do rodziny, w której dzieci mają życie jak roboty, a praca au pair polega na sprzątaniu, praniu itd. Powtórzę to jeszcze raz, do Stanów jechałam z innym zamiarem, z innym nastawieniem - jedno dziecko, samotna matka, Denver. Tak miało być a nie rodzinka z trójką dzieci, z babcią z piekła rodem, na zadupiu...
A oto zdjęcie z wycieczki!
Szkoda, że się kończy, ale nie trafiłaś najlepiej i babka to istny diabeł... trudno :)
OdpowiedzUsuńNiestety czasem tak się zdarza. Oby w Polsce dobrze Ci się ułożyło i byś była szczęśliwa i nie żałowała ani chwili.
OdpowiedzUsuńpiękne napisane:) Dasz radę! Zupełnie Cie rozumiem:)
OdpowiedzUsuńahhh Kate ;** rozumiem w 100%!
OdpowiedzUsuń