Jestem po sesji. Uffff. Niestety czeka mnie jeszcze obrona pracy. Boję się tego, boję się, że zapomnę wszystkiego czego się nauczyłam, a wszystko przez stres, który paraliżuje mnie w takich momentach.
Zebrałam już trochę prezentów dla mojej denverowskiej rodzinki :) A oto i one:
Dla chłopca: koszulka, ołówki i naklejki z Euro oraz książeczka do nauki właściwie angielskiego, ale jest i po polski i po angielsku, słówka z każdej dziedziny życia - super! Do tego dokupię słodycze.
Dla host mamy: koszulka z flagą Polski z Big Stara, do tego dodam biżuterię, którą tworzy moja mama i kosmetyki z Ziaji tzn. balsam, krem pod prysznic i może jakiś krem do rąk.
Jestem zadowolona z tego co kupiłam i mam nadzieję, że spodoba się to i host mamie i mojemu chłopcu :)
Czekam na jakieś flight details, bardzo ciekawie mnie to o której będzie wylot i jakimi liniami, wiem na pewno, że z Berlina będę lecieć z jedną dziewczyną, która wcześniej do mnie przyjedzie i razem udamy się do Berlina.
Jakieś cztery pffff! pięć lat temu zakochałam się w piosence Thomasa Dybdahla - One day you'll dance for me New York City i teraz zapraszam Was do posłuchania jej, bo wszystkie lecące do USA operki, wylądują najpierw właśnie w Nowym Jorku...
Fajne prezenty :)
OdpowiedzUsuńTe 29 dni do wylotu pewnie minie szybciej, niż nam się zdaje :)
Znam tą piosenkę i też ją lubię :)
OdpowiedzUsuńuwielbiam ten utwór :)
OdpowiedzUsuńolaboga! a w Denver jest to przerażające lotnisko!!..ja bym się bała, tak całkiem serio. bo jest ono co najmniej dziwne.
OdpowiedzUsuńWiem, widziałam zdjęcia. Najgorszy jest ten koń o.O
Usuń