piątek, 25 maja 2012

Charlie Winston, Warszafka i Visa

MAM WIZE!!! czyli wszystko poszło gładko.:)
Dojechałam do Warszawy o 6 rano, zjadłam śniadanie na Marszałkowskiej w Coffee Heaven. Następnie wraz z moją przyjaciółką udałyśmy się wzdłuż Marszałkowskiej i doszłyśmy aż Placu Konstytucji, mówię aż bo jakoś myślałam, że to ul. Piękna będzie wcześniej. Skręciłyśmy więc w tę ulice i po jakimś czasie  ujrzałam tłum ludzi: oho! jest i ambasada! Ustawiłam się w kolejce i chyba z 10-15 minut minęło zanim Pan otworzył mi drzwii. Wyłączyłam telefon i oddałam mu, było to dla mnie straszne bo nie lubię byc bez telefonu. Kazali mi zdjąc zegarek i pasek, położyć w pudełku, obok torba i moja teczka, przeszłam przez bramkę: wszystko ok. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam drzwiami na zewnątrz, weszłam do kolejnego budynku gdzie Pani sprawdzała dokumenty. Zeszłam na dół ustawiłam się w kolejkę po czym podeszłam do okienka, podałam dokumenty, zostawiłam odciski i dostałam numerek 084. Przeszłam obok, gdzie były siedzenia i oczekujący ludzie. Przeczekałam ok 30 numerków, prawie zasypiając, muzyka, która tam leciała jakoś mnie drażniła, może to efekt zmęczenia nocną podróżą. W każdym razie nadeszła moja kolej, podeszłam do Pana. Zadał mi kilka pytań: po co jade do USA? jak nazywa się rodzina? ile dzieci? gdzie jade? jak znalazłam rodzinę? co robię w życiu? Po tym powiedział, że it looks fine i podał mi kartkę z nr DHL. Tyle.
Lekko się stresowałam, ale bardziej tym oczekiwaniem niż samą rozmową. Dostała wizę! Jestem przeszczęśliwa. Na 99% będę w Stanach, teraz zależy od celnika, czy wpuści mnie na miejscu :) 
Z Warszawy wyjechałam jednak pociągiem o 16, wcześniej głównie spacerując po Nowym Świecie. Na ul. Chmielnej znalazłam kawiarnię Magdy Gessler, oczywiście musiałam coś tam kupic, więc polecm smoothie o smaku ananasowo - truskawkowym...

W zeszłym tygodniu wysłałam kartkę urodzinową do mojego chłopca w Denver i dzisiaj dostałam maila od host mamy:

"Oh, thank you!!! We received the wonderful card from you today. Y. loved the drawing of Happy Feet. He sat down at his art table after he read the card and he said "I can't wait for my big sister to get here..."


That was just SO nice of you. Thank you."

Także coraz milej jest i nie mogę się już doczekać aż tam będę. Jeszcze 44 dni. Niestety czekają mnie jeszcze sesja i obrona pracy dyplomowej. Po tym już będę mogła cieszyć się tym wyjazdem.





6 komentarzy:

  1. Oo fajnie że napisałaś o drodze do ambasay i o oczekiwaniu:) znajome już nie jest takie straszne, zwłaszcza, że będę jechała sama:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dasz radę, nie denerwuj się. :) jak się zgubisz - zapytaj, warszawiacy są pomocni.

      Usuń
  2. Czemu my się nie zgadałyśmy ? :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Super:) gratuluję.A z obroną na pewno sobie poradzisz.

    OdpowiedzUsuń
  4. wszyscy zawsze przezywają rozmowe, i nie wazne ile razy ktos to opisze i powie ze i tak nie ma co sie denerwować-stresik bedzie1 Ale to dobrze! A chłopiec słodziak:)

    OdpowiedzUsuń

Czyżby YouTube?

Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań. A...